Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

14.03.2014 19:22

'nie martw się, proszę, wszystko skończy się'

'A jednak muszę godzić się nieustannie z własnym buntem, rozgniewanym sercem, okaleczonym ciałem, chorą duszą, samotnymi powrotami. Trzeba się z tym pogodzić, bo nie ma innej drogi.' 

 

  

Jest mi smutno, jak zawsze. Smutek nigdy nie odchodzi. Jestem smutna, nie dlatego, że stało się coś bardzo przykrego, po prostu go czuję. Wychodzi gdzieś z nieznanej mnie i powoduje trudność w zwykłym funkcjonowaniu. Przeszkadza w wstawaniu rano z łóżka, w zaśnięciu, w próbie wypowiedzenia paru słów, w stawianiu kroków, w uśmiechaniu się. Ale mimo to pielęgnuję go w sobie i daję mu wzrastać, bo dzięki niemu można dostrzec więcej. 

Uczę się akceptacji. Powolutku. Każdego dnia staram się zrobić choć mały krok ku poznaniu tej niejakiej wartości, bo akceptacja jest czymś bardzo ważnym, życie bez niej jest bezowocne, przepełnione goryczą. I mimo że jestem świadoma tego faktu, w środku chcę ją od siebie odepchnąć, zapieram się rękoma, odtrącam, nie chcę jej, nie umiem jej przyjąć. To bardzo złe postępowanie. Kiedyś trzeba się przebudzić, nie żyjemy dla siebie, żyjemy dla innych. Raniąc siebie, zabieram siebie światu, jestem egoistyczna, bo może mogłabym komuś pomóc zamiast skupiać się na własnym bólu, może mogłabym zrobić coś, żeby poczuł się lepiej, a nienawidząc siebie, zamykam się na wszystko, tonąc we własnym bólu, nie zauważam bólu innych. Jestem samolubna. Zachowuję się źle, jak egoistka. 

Wczoraj byłam na filmie 'Kamienie na Szaniec' i jestem rozstrojona. Prawie cały czas płakałam, łza ciekła jedna za drugą. Może dlatego, że byłam świadoma tego, że właśnie uczę się nowych wartości, o które świat jest ubogi. I czułam strach tych ludzi, ich wolę życia, poczucie, że trzeba, że się chce. Poczułam się sobą, tą, która przeżywa wszystko głębiej niż powinna, co doświadcza mocno każdej emocji, co chce nauczyć się szlachetności. I wiedziałam, że gdybym wtedy żyła, gdybym mogła, byłabym tymi ludźmi, tymi, co walczyli, i teraz pierwszy raz podziękowałam im, w sercu; bo walczyli też dla mnie, pozwolili mi żyć, jako ktoś wolny, byli młodzi, jak ja, chcieli żyć, wiedzieli, że muszą walczyć o swoje wartości. Poczułam z nimi jedność i to było jedno z najpiękniejszych uczuć, jakich doznałam. Wtedy chyba tak pierwszy raz poczułam, kim naprawdę chcę być, o jaką siebie powinnam zabiegać.  

'A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei. Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec.'

Dawid Podsiadło --- '4:30' 

 

Czasami wstyd mi za siebie. Bo rozpaczam, stale rozpaczam, użalam się. Wiem, że inni mają gorzej, wiem, że moje życie jest proste, ale może stąd ten smutek, to mocniejsze przeżywanie wszystkiego, załapuję się na emocje, bo one pozwolą mi rozumieć innych. Chcę rozumieć. 

Nie tnę się od zeszłej środy. Nieraz czułam ogromną potrzebę, ale jakoś udało mi się ją przezwyciężać. Wczoraj jednak kupiłam temperówki, mama mi zabrała tamte, ale na razie leżą, bezpiecznie ukryte i choć chcę po nie sięgnąć, coś mi nie pozwala, to chyba to poczucie, że zranię rodziców. Mama mi w tamtą środę powiedziała takie słowa i mocno we mnie zapadły: 'Nosiłam cię w brzuchu przez kilka miesięcy, a teraz ty robisz sobie krzywdę. Chroniłam cię, a ty sama siebie raniłaś.' Po takich słowach, coś w środku boli i sięgnięcie po ostrze nie jest już takie proste, jednak chyba z tym się nie wygra, jak raz sięgnęłaś po żyletkę, to ten odruch zostaje, nie umiesz się uwolnić, ta potrzeba wraca, bo to już jest potrzeba, czasami silna, tak bardzo silna, że nie mogę myśleć o niczym, tylko o tym i chcę widzieć krew, chcę poczuć ból. Ale trzeba się starać, bo nie żyje się dla siebie, żyje się dla innych. 

Chcę jeszcze podziękować wszystkim tym, którzy pozostawiają na moim blogu tak piękne, szczere komentarze, prawdziwe, które sprawiają, że przez chwilę rozmyślam nad niektórymi sprawami. Bardzo mnie wspieracie i jesteście mimo tego, że do idealności mi brakuje tak wiele. Bardzo Wam dziękuję, bo te parę słów pomaga, czasami bardzo.  

  

 

 

Ethel...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czytaj więcej na blogu 'A Child of the Bad Revolution'.

Zobacz także

Komentarze (1)

  • different_

    Oceniono 2 razy 2

    Mimo, że nie zostawiałam komentarzy pod każdym postem to czytałam każdy wpis. Nie tak powierzchownie, ale głębiej. Wczytywałam się w twoje słowa, bo nie były głupie. Wiesz, jesteś inteligentna. Ale nie komentuję tego wpisu tylko po to, by Ci nasłodzić nie wiadomo ile. Masz rację - mogłabyś pomóc ludziom, a tymczasem zabierasz siebie światu. Piszesz bardzo mądrze, ale twoje zachowania są głupie. Cięcie się nie oznacza, że ktoś jest silny. Pokazuje tylko, że ktoś jest tak kruchy i wrażliwy. To nic złego. Ilu było ludzi którzy się tacy urodzili? Bardzo dużo. A ilu z nich się okaleczało? Niektóre jednostki. Reszta miała świadomość tego, że może okazać się potrzebna. Sama jestem bardziej wrażliwa i krucha, płaczę częściej niż inni, ale wiem, że powinnam wstać, otrzepać się z kurzu i zrobić coś dla innych, bo żyjemy dla innych, nie dla siebie. Egoistą też trzeba być w życiu, ale tylko przez moment, by docenić wartość bliskości drugiego człowieka. Czytaj dalej.
    Przepraszam, jeżeli moje słowa ranią. I tak staram się je dobierać bardziej delikatnie.
    Wracając do Ciebie. Piszesz mądrze, ale zachowujesz się głupio. Wiem, że jesteś wartościową osobą. Wielu jest ludzi podobnych do Ciebie, musisz ich odnaleźć i pomóc im, pokazać, że droga którą wybrałaś okazała się zła. Pokaż, że nie warto okaleczać swojego ciała. Być może twoja historia pomoże komuś innemu wyjść z tego, stanie się taką przystanią, miejscem zaczepienia.
    Nie myśl o żyletce, jak o uzależnieniu. Jak ze wszystkiego, tak i z tego można wyjść. Nie powiem, że trzeba TYLKO chcieć, bo to tylko puste słowa. To 'TYLKO' nie jest takie proste, jak by się wydawało. Należy przebyć długą drogę, ale istnieje ścieżka, która doprowadzi na szczyt. Pomyśl o tym, że jest szansa, by za kilka tygodni, miesięcy, lat spojrzysz wstecz i zobaczysz, że udało się.
    Nie wszystko za pierwszym razem. Próbuj aż do skutku. Przecież nie wszystkiego uczymy się od razu. Na to wszystko potrzeba czasu. Tak samo na odzwyczajenie się od pewnych rzeczy, w tym od okaleczania się. Spójrz na to inaczej, alpinistom nigdy nie udaje się wejść na szczyt za pierwszym razem. Robią kilka podejść, ale nie poddają się, bo wiedzą, że w końcu MUSI się udać. Tak samo wyjście z twojego problemu - to taki Mount Everest. By go zdobyć musisz się przygotować na pasmo porażek, by w końcu stanąć na szczycie. Czekam na kolejne wpisy i mam nadzieję, że dotrwałaś do końca.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

O autorze ethel

avatar

Jestem jedną z tych wyrwanych z rzeczywistości marzycielek wypełnionych naiwną wręcz nadzieją i wielką, melancholijną duszą, co zupełnie odgradza mnie od społeczeństwa. Gdzieś tam błądzę w tylko mi znanych przestworzach. Moją największą miłością na zawsze pozostanie zespół Guns N' Roses. Uwielbiam p...

Blogi znajomych ethel